
Nadszedł wreszcie ten długo oczekiwany dla nas dzień – środa 30 czerwca 2010 roku, kiedy to z głowami pełnymi marzeń stanęliśmy na początku naszej podróży. Rano ostanie dopinanie formalności związanymi z wypożyczonym przez nas samochodem, później długie minuty próbowania upchnięcia rzeczy, które zabierzemy ze sobą w bagażniku, by wreszcie tuż przed godziną 11.00 mknąć autostradą A4 z Katowic w kierunku Zgorzelca. Tuż przed granicą chcieliśmy jeszcze zatankować taniej benzyny. Jednak okazało się, że zanim dotarliśmy do stacji paliw już byliśmy w Niemczech. W związku z tym musieliśmy zawrócić auto i powrócić do Zgorzelca, gdzie w samym centrum miasta zatankowaliśmy do pełna bak. Dalej trasa wiodła przez terytorium Niemiec. Ten odcinek podróży minął nam bez większych perypetii. Wybrana przez nad droga prowadziła autostradami przez Drezno, Chemnitz, Zwizkau, Plauen, Hof, Bayreuth, Norymbergę, Stuttgart, a dalej przez Szwajcarię (Zurich i Berno). Droga terytorium tego bogatego państwa nie była taka jakiej się spodziewaliśmy. Liczne zwężenia i remonty dróg bardzo utrudniały swobodną jazdę. Nad ranem jechaliśmy już nadbrzeżnymi miejscowościami Jeziora Genewskiego, by w końcu przekroczyć granicę szwajcarsko-francuską. Droga dojazdowa do Chamonix prowadziła poprzez zakosy nad przepaściami. Kierowcami naszej wyprawy byli Adam Segeth i Agnieszka Janus. Odwalili kawał dobrej roboty.