
Gdzie zaczęła się moja przygoda z górami? Chyba tak jak większości osób, które swoją większą lub znaczną część życia poświęciły górom – w górach… niskich. Każdy z nas, jako dziecko wylądował chyba na wycieczce GÓRSKIEJ wraz z rodzicami. Tam po raz pierwszy poczuł kamienistą, może już troszkę niewygodną ścieżkę pod stopami. Poczuł trud podejścia po stromym stoku. Usłyszał radosny strumyk i z ciekawością zaczerpnął wody „na spróbowanie”. Tam docenił cień drzew w upalnym dniu i długim szlaku. Tam zachwycił się przyrodą, innym otoczeniem, innym wręcz – światem. I chociaż dzisiaj patrząc wstecz, stwierdzamy, że to były proste, często zbyt komercyjne wycieczki, to jakiś sentyment pozostaje. Bo nie zapomnę nigdy wycieczki z rodzicami i siostrą do Korbielowa, skąd szło się długimi godzinami dla nas, dzieciaków, na Pilsko. I radosnym równie powrocie, gdy na zabój zbiegaliśmy ścieżką, wołając: „Patataj!”. Nie można też zapomnieć wycieczki szkolnej w najstarsze polskie góry – Góry Świętokszyskie. Tam rozkrzyczaną gromadą wbiegało się na Święty Krzyż, gdzie z podekscytowaniem zwiedzało się chłodne, tajemnicze mury klasztoru, lub zdyszani odpoczywaliśmy na wzgórzu ruin zamku w Chęcinach.