Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolomity 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolomity 2008. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 sierpnia 2010

Na krawędzi – Via Ferrata Ivano Dibona


Tego dnia 14.08.2008 nasi znajomi Ola, Przemek i Marcel powrócili do Polski. My zostajemy na jeszcze parę dni w Dolomitach. Wybieramy stosunkowo łatwą, acz długą ferratę dającą nam możliwość zdobycia jeszcze dwóch dodatkowych trzytysięczników . Naszym celem staje się słynna via ferrata im. Ivano Dibona. Przed wyjazdem w Dolomity wiele nasłuchałem się o tej wspaniałej i bardzo długiej trasie. Kolega Marcin z grupy na studiach był na niej wcześniej i gorąco mi ją polecał. Mocno podkreślał przy tym walory widokowe i historyczne tej drogi.

wtorek, 15 czerwca 2010

„Przypadkowym szlakiem”


W przedostatni „górski” dzień naszego pobytu w Dolomitach planowaliśmy popróbować swych sił na jakiejś drodze w otoczeniu Tofan, aby nasycić jeszcze oczy tymi krajobrazami, za którymi niewątpliwie przyjdzie nam tęsknić, gdy wrócimy do domu. Na dworcu autokarowym mieliśmy wsiąść do busa, który zawiezie nas na Passo Falzarego, a tam chcialiśmy podjąć decyzję co dalej. Pewne roszady w harmonogramie odjazdów i nasza nieuwaga sprawiły, że zamiast na Falzarego ruszyliśmy w kierunku Passo Giau. W momencie, gdy zorientowaliśmy się, że jedziemy jakoś inaczej i nie poznajemy drogi na dobrze nam znaną przełęcz pod Tofanami było już za późno. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania na mapie miejsca, do którego właściwie zmierzamy. Wysiedliśmy na najbliższym przystanku autokaru i postanowiliśmy przebić się przez góry na Przełęcz Falzarego.

piątek, 11 czerwca 2010

Niespodziewane atrakcje na Col Rosie


Pod koniec naszego pobytu w Dolomitach w 2008 r. na placu boju zostało tylko nas troje: Malkolm, Aga i ja. Reszcie ekipy (Oli, Przemkowi i Marcelowi) pokończyły się urlopy. My zaś już trochę zmęczeni fizycznie trzytygodniową tułaczką (z krótkimi okresami odpoczynku) po górskich bezdrożach, zapragnęliśmy tzw. dnia restartu. Mając też poczucie, że nasz czas w Dolomitach także dobiega końca nie chcieliśmy zupełnie bezczynnie spędzać tych ostatnich chwil. Wybraliśmy więc naszym zdaniem krótką trasę na jak na warunki alpejskie niski dwutysięcznik Col Rosę.

poniedziałek, 24 maja 2010

Passo Ombretta (2702 m n.p.m.)



W Dolomitach podobnie jak w Tatrach są schroniska. Jednakże, oprócz nich można znaleźć liczne blaszane schrony czy kapsuły. Są one podobnej konstrukcji, z reguły czerwone. Mimo ich niewielkich rozmiarów mieszczą 10 miejsc do spania i stolik pośrodku. Zazwyczaj jest w nich jakieś jedzenie pozostałe po wcześniej odwiedzających – dobry to zwyczaj, gdyż w razie załamania pogody można w nich przenocować i posilić się.

niedziela, 23 maja 2010

Marmolada (3343 m .n.p.m.)



To był mój drugi wypad w Dolomity. Pierwszy, w sierpniu 2007, z Michałem, przeszedł do historii jako deszczowo-śnieżny, ale bogaty w przygody dwojga tułających się po górach marzycieli. Ten drugi wyjazd, w gronie bardziej już złożonym (Michał, Malkolm, Marcel, Ola, Przemek i ja), okazał się łaskawszy w warunki pogodowe, więc przywieźliśmy sporo wysokogórskich przygód.

Ostatni wypad - Tofana di Mezzo (3244 m n.p.m.) i di Dentro (3236 m n.p.m.) przez Punta Anna – 18 sierpień 2008.

To był ostatni dzień na wypad w góry. Nazajutrz mieliśmy jechać z rana do Bolzano aby zdążyć na autokar do Polski. Ciepły (Michał) z Agnieszką planowali wybrać się z Cortiny d’ Amprezzo na słynne Tre Cime di Lavaredo. Mnie jednak wciąż ciągnęło do wysokiego... Pod koniec trzeciego tygodnia w Dolomitach, zauroczony tymi górami, ciągle było mi ich mało. Przed wyjazdem Michał pokazując mi miejsca w jakich się znajdziemy stwierdził, że możemy zdobyć nawet dziewięć trzytysięczników. Miałem ich już siedem. Będąc tak blisko nie potrafiłem sobie odpuścić dwóch pozostałych po di Rozes (3225 m n.p.m.) Tofan w tym najwyższej di Mezzo – leżą one blisko siebie i można na nie spokojnie wejść jednego dnia.

Cima Ombretta Oriantale – burzliwy romans z „żelazną drogą”


Po paru przesiadkach autokarowych i długich godzinach spędzonych w pozycji siedzącej, wreszcie stoimy na początku naszej wędrówki po Dolomitach. Martwię się o Agę, która tuż przed samym wyjazdem ostro się pochorowała powoli dochodzi do siebie, ale zażywane medykamenty i osłabienie po chorobie początkowo bardzo daje jej się we znaki.

środa, 12 maja 2010

Via ferrata Lipella na Tofanie di Roses 11.08.2008

Piękna droga z rozmachem poprowadzona na zachodnim stoku jednej z najbardziej charakterystycznych, a zarazem najpiękniejszych gór Dolomitów. Trasę rozpoczęliśmy z Przełęczy Passo Falzarego położonej na wysokości 2105 m n.p.m. skąd bez najmniejszych trudności wbiliśmy się na Przeł. Col dei Bos, a dalej stromym piargiem podeszliśmy pod wylot tunelu Galleria Castelletto. Do tej pory trasa nie dostarczała mi nawet w najmniejszym stopniu ekstremalnych przeżyć, ale wystarczył rzut oka w kierunku czarnego otworu wejścia do tunelu, aby przekonać się, że będzie naprawdę ciekawie. Założyliśmy na siebie cały niezbędny w takich sytuacjach sprzęt (uprząż, lonżę, kask, czołówkę) i po stromej ściance zaczęliśmy gramolić się ku zawieszonej kilkanaście metrów ponad naszymi głowami drabinie. Cały czas towarzyszyła nam żelazna lina Via ferraty.