
W przedostatni „górski” dzień naszego pobytu w Dolomitach planowaliśmy popróbować swych sił na jakiejś drodze w otoczeniu Tofan, aby nasycić jeszcze oczy tymi krajobrazami, za którymi niewątpliwie przyjdzie nam tęsknić, gdy wrócimy do domu. Na dworcu autokarowym mieliśmy wsiąść do busa, który zawiezie nas na Passo Falzarego, a tam chcialiśmy podjąć decyzję co dalej. Pewne roszady w harmonogramie odjazdów i nasza nieuwaga sprawiły, że zamiast na Falzarego ruszyliśmy w kierunku Passo Giau. W momencie, gdy zorientowaliśmy się, że jedziemy jakoś inaczej i nie poznajemy drogi na dobrze nam znaną przełęcz pod Tofanami było już za późno. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania na mapie miejsca, do którego właściwie zmierzamy. Wysiedliśmy na najbliższym przystanku autokaru i postanowiliśmy przebić się przez góry na Przełęcz Falzarego.